Logo Grunwald
Historia

Historia

Inscenizacja

Inscenizacja

Oblężenie Malborka 1410 r. Atak

Wojska polsko-litewskie, w aureoli królewskiego majestatu dotarły do Malborka dopiero 25 lipca. Jagiełło nadciągnął ze Starego Targu z prawie całą, potężną armią i rozpoczął dwumiesięczne oblężenie. Na obrzeżach Malborka powitały ich krzyżackie podjazdy broniące dostępu do swojej stolicy. Przeciwko nim Jagiełło wysłał kilka chorągwi by zajęły dogodne miejsca oraz przepędziły wszelkie zasadzki i niebezpieczeństwa. Dopiero pod koniec dnia wojska uporały się z krzyżackimi hufcami i król mógł przystąpić do organizacji oblężenia.

O dyslokacji wojsk polskich wokół Malborka źródła informują bardzo lakonicznie.

Wg Długosza: „Jagiełło po umieszczeniu wojska polskiego przy wyższej części zamku, od strony wschodniej i południowej, wojsko litewskie ustawił przy dolnej części, a następnie swoje wojska z Podola i Rusi postawił w specjalnym miejscu od południa”.

Natomiast źródła pisane powstałe w kręgu Zakonu Krzyżackiego mocno akcentują potęgę sprzymierzonych wojsk, a przede wszystkim obecność pogańskich „Saracenów” do których zaliczają Tatarów i pomimo chrztu, Litwinów.

Następnego dnia (26 lipca) dla ochrony organizujących się obozów i przygotowania ataku na miasto, król wyznaczył dwie chorągwie: krakowską i oleśnickich pod dowództwem Jakuba z Kobylan i Dobiesława z Oleśnicy.

?

Pod koniec dnia strona polska podjęła szturm na mury miejskie. W godzinach wieczornych doszło do walki, ponieważ wojsko królewskie usiłowało wedrzeć się do miasta, a wrogowie z całych sił i odwagą nie dopuszczali do ich wtargnięcia. Ponieważ wobec ogromnej przewagi liczebnej Polaków padła w niej znaczna liczba obrońców, ci ostatni musieli schronić się w zamku i ustąpić z miasta, które było w ich posiadaniu. Pierwszy wtargnął do miasta rycerz Jakub Kobylański, herbu Grzymała, drugi Dobiesław z Oleśnicy, herbu Dębno, a za nimi poszli inni. Wspomniani dwaj rycerze nie uznali za właściwe zaprzestać walki, ale natychmiast po zdobyciu miasta popędzili aż do kościoła, w pobliże murów, zamierzając zdobyć zamek. Gdyby im przyszły z pomocą wojska królewieckie można było w tym momencie zdobyć zamek, stał bowiem otworem dostęp do niego przez wielką, jeszcze nie załataną dziurę, przez którą żołnierze mogli się wedrzeć. Ale sytuacja nie była jednak taka oczywista.

Wszyscy wrogowie, którzy strzegli zamku, ze strachu rozbiegli się po ogrodach i bezpieczniejszych miejscach. Wówczas Polacy zmarnowali drugą sposobność rozsądnego pokierowania sprawą i zdobycia zamku.

Polska artyleria ostrzeliwuje zamek w Malborku
Polska artyleria ostrzeliwuje zamek w Malborku. Autor: August Heinrich Ferdinand Tegetmeyer (1844-1912). Wikipedia. Domena publiczna.

Zdobycie miasta przez Polaków spowodowało energiczne działania namiestnika Zakonu. Wydał rozkaz spalenia mostu na Nogacie łączącego zamek z Żuławami, a także polecił założyć kłodami wspomniany wyłom w murze.

Dowództwo polskie doceniło informację o destrukcji murów od strony Nogatu, na odcinku od bramy św. Mikołaja do Bramy Szewskiej. Natychmiast, prawie z marszu, na rozkaz króla umieszczono na strychu fary działa i rozpoczęto ostrzeliwanie osłabionej partii umocnień.

Nie było jednak szans ataku przez wyłom w murze, bowiem prowadził on na niewielką przestrzeń Podzamcza, wyjątkowo dobrze chronioną z możliwością ostrzału z kilku stron.

Gdyby istotnie doszło do ataku, rycerstwo polskie zostałoby wystrzelane z kusz. Tak zapewne ocenił sytuację król i po rozpoznaniu sił oraz dyslokacji punktów obronnych nie zdecydował się na frontalny szturm. Nie postawił na atak, ponieważ nie dostrzegł szans jego powodzenia i nie chciał tracić ludzi.

Król dał niejednokrotnie dowód, że wyżej cenił przemyślaną strategię niż żywiołowe, spontaniczne ataki.

Otoczył zamek nie tylko obozami, ale przede wszystkim stanowiskami dział, które tworzyły linię frontu na której poszczególne chorągwie, na zmianę, trzymały straż. Umieszczono inne działa w wojsku litewskim, jedne na przedmurzu, inne u przyczółka spalonego mostu po drugiej stronie Nogatu i z nich wszystkich bito zamek z czterech stron.

Jagiełło liczył na presję kul i załamanie psychiczne obrońców. Z jego rozkazu ustawiono wokół całego zamku kilkanaście dział. Od strony południowej stanowiska ogniowe mieściły się za murami spalonych domów i w kościele parafialnym. Ich dziełem było zniszczenie Baszty Sperlinek, Wieży Dietrycha i bramy Furta. Z dział umieszczonych w farze uszkodzono Bramę Szewską i dachy Gdaniska. Na tym odcinku frontu prowadzono wymianę ognia, gdyż strzał z działa zamkowego, zapewne niewielkiego kalibru, rozbił mur jednego wypalonego domu w mieście. Ten swoim ciężarem przygniótł 20 rycerzy znajdujących się pod murem. Krzyżackie stanowisko ogniowe mogło znajdować się na gankach obronnych Zamku Wysokiego.

Kolejna bateria była przypuszczalnie ustawiona bezpośrednio na wschód od Wieży Kleszej i kościoła zamkowego. Atakowano Zamek Wysoki z odległości około 100 m z przedpola Nowej Bramy rujnując prawie całkowicie Wieżę Kleszą. Przy okazji zniszczono oszklenia witrażowe kościoła. Dachy Karwanu i innych budynków wschodniej pierzei Przedzamcza zostały uszkodzone w nieznacznym stopniu z dział ustawionych mniej więcej wzdłuż ulicy Parkowej.

Front północny, litewski dysponował innymi działami, którymi poczyniono duże szkody, głównie w murach obronnych i basztach. Przekaz Długosza o niezwykle intensywnym ostrzale odnosi się do pierwszej fazy oblężenia, tj. 26 lipca do 15 sierpnia. Jagiełło liczył na presję kul i rzeczywiście mocno zniszczył zamek. Szczególnie ucierpiały dachy, o czym świadczy zakup 231 000 dachówek już w 1412r., co wystarcza na pokrycie około 0,6 ha dachu. Stanowi to prawie 1/8 pokrycia dachowego całego zamku.

W ocenie skuteczności dział w pierwszym oblężeniu zamku malborskiego najwięcej uwagi poświecono ostrzałowi zza Nogatu z odległości około 250m. Rozmiar i dyslokacja śladów zniszczeń ujawnionych podczas ostatnich prac konserwatorskich pozwala stwierdzić, że głównym celem ataku był nie tyle Pałac Wielkich Mistrzów, jako jeden z wielu elementów całości zamku, co przede wszystkim reprezentacyjne wnętrze Letniego Refektarza – sali narad kameralnych zarządu państwa zakonnego.

Oblężenie Malborka

„Strzelanie jest sztuką, a trafienie łaską daną od Boga” mawiali doświadczeni, starzy puszkarze. Musiała być ona obfita, bowiem w zachodnią elewację Pałacu trafiło co najmniej 5-6 kamieni. Największe wrażenie musiała spowodować kula, która wpadła przez okno do Letniego Refektarza, ominęła minimalnie filar podtrzymujący sklepienie i odbijając się od posadzki uderzyła wysoko w pole tarczowe, nad kominkiem przeciwległej ściany. Jej destrukt, nieznacznie później, został wmurowany w ścianę jako symbol wytrwałej, zwycięskiej obrony.

Kula ta musiała być zapewne przedmiotem szczególnych relacji współczesnych, które z biegiem czasu zagubiły gdzieś rdzeń prawdy i przerodziły się w barwną legendę o zdrajcy zatrudnionym w zamkowej kuchni. Jego zadaniem było wywieszenie czerwonej czapki w momencie kiedy w Letnim Refektarzu zebrała się starszyzna Zakonu. Gdy wszyscy byli obecni i rozpoczęła się narada, padł strzał. Kula miała rozbić filar, spowodować oberwanie się sklepienia i pogrzebać spod gruzami krzyżackich dostojników z Henrykiem von Plauen na czele. Ten strzał miał zakończyć obronę i poddanie się zamku Polakom. Oczywiście jest to tylko fragment legendy, która krąży po dziś dzień w kilku bardziej rozwiniętych wersjach. Finał był inny, ale w każdej legendzie jest ziarno prawdy.

Niewątpliwie kamienna kula o średnicy ok. 37 cm i wadze 72 kg, która tak nieznacznie minęła filar mogła zmienić bieg historii. Skończyło się na dużym strachu i zapewne to był duży szok dla obrońców. Należy jeszcze dodać fakt, ze do zamku docierały wiadomości, które nie były pomyślne dla Krzyżaków. Prawie cały kraj poddał się Polsce i uznał władztwo Władysława Jagiełły.

Świadom krytycznego położenia Zakonu, przypuszczalnie około 15 sierpnia 1410 r. namiestnik poprosił króla o przerwanie ognia i zgodę na przybycie poselstwa do polskiego obozu. Spotkanie miało miejsce nie w kwaterze króla, która prawdopodobnie była położona na południe od zamku i miasta na eksponowanym wzgórzu, lecz koło murów, na Starym Mieście.

Nie wiadomo jakie propozycje przedłożył królowi Plauen. Według Długosza strona krzyżacka w zamian za pokój zaproponowała oddanie Polsce Ziemi Chełmińskiej, Michałowskiej i Pomorza. Gdyby rzeczywiście tak było najprawdopodobniej wojna byłaby zakończona. Byłby to wielki sukces Jagiełły, który wstępując na tron Polski zaprzysiągł przywrócenie Koronie utraconych ziem. Strony niestety nie doszły do porozumienia, bowiem Plauenowi chodziło przede wszystkim o zawieszenie działań wojennych, oddanie sporu polsko –krzyżackiego pod sąd polubowny papieża, cesarza i książąt Rzeszy.

Po naradzie w obozie polskim Jagiełło zażądał od obrońców poddania zamku, obiecując opiekę nad Zakonem. W odpowiedzi kryła się wyraźna chęć ograniczenia samodzielności państwa zakonnego, na co przezorny i przebiegły namiestnik nie wyraził zgody, zapowiadając obronę zamku do końca.

Po nieudanych negocjacjach kontynuowano oblężenie.

Wprawdzie ostrzeliwano nadal zamek, ale powoli, z dnia na dzień inicjatywę zaczęli przejmować Krzyżacy. Przyzwyczajono się na zamku do spadających kul, które wyrządzały znaczne szkody w budynkach, lecz nie zburzyły murów, a właśnie one były gwarantem bezpieczeństwa. Świadczy to o pasywnym charakterze oblężenia. Plauen zrozumiał i uwierzył, że Jagiełło nie zamierza szturmować zamku. Był to pierwszy w wymiarze psychologicznym sukces jego polityki. Załoga przeszła do kontrataku organizując kilka wypadów na stanowiska polskich dział. W trakcie jednego z nich, trzy polskie oddziały uprzedziły atak zabiegając Krzyżakom drogę nad brzegiem Nogatu. Wywiązała się walka i zamkową „wycieczkę” odparto. Polskie chorągwie dotarły aż do Wieży Maślankowej o mało nie powodując spontanicznego szturmu o znacznie większym zasięgu. Rycerzy powstrzymał grad strzał i świadome, intencjonalne zwalenie na atakujących fragmentu muru uprzednio osłabionego przez kule.

W potyczkach pod murami zamku sukcesy odnosić zaczęli Krzyżacy. Nocą zaskoczyli rycerstwo wieluńskie trzymające straż przy działach. Oblężeni urządzali wypady przed zamek i atakowali siłą środek wojska, czyniąc wielkie szkody. Poraniono ludzi, zagwożdżono działa i uprowadzono do zamku dowódcę nieuważnej chorągwi. Kronikarz krzyżacki mocno podkreśla znaczenie kontrataków, głównie z udziałem gdańskich marynarzy. Tak dzielnie i mężnie walczyli, że król mówił o zamianie ról.

Oblężenie Malborka

Mijały dni upalnego lata. W atmosferze oczekiwania na generalny szturm gasł zapał rycerstwa. Powoli w miarę ubywania prochu i kul słabł ostrzał zamku, a w obozach Sprzymierzonych zaczęto częściej myśleć o pozostawionych na swoich włościach żniwach,  niż o zdobywaniu zamku.

Podobnie było za murami, gdzie namiestnik borykał się z poważnymi trudnościami aprowizacyjnymi. Z relacji Jana Długosza wynika, że sytuacja pod koniec sierpnia była groźna, gdyż kontraktowi zaciężni grozili wyjściem z zamku. Zabrakło jedzenia i załoga musiała się żywić parzoną pszenicą. Przymusowa dieta spowodowała dolegliwości żołądkowe i śmierć wielu osób.

Jednakże osłabienie działań, tak z jednej strony, jak i drugiej strony były pozorne.

 Z dala od Malborka toczyła się wielka batalia polityczna. Na zachodzie Europy i w Inflantach organizowano pomoc. Przez nieszczelną blokadę do zamku przedostawali się ludzie przynoszący wiadomości i listy od współorganizatorów antypolskiej koalicji w której prym wiedli królowie z dynastii luksemburskiej.

Pod koniec sierpnia do Malborka dotarł „manifest” Zygmunta Luksemburskiego do rycerzy ziem zakonnych i miasta Gdańska, który wzywał do wierności Zakonowi i obiecywał rychłą pomoc. Odczytany publicznie, według krzyżackiego kronikarza wywołał wielki entuzjazm, wszyscy na zamku zostali bardzo podniesieni na duchu i urządzali liczne gry rycerskie przeciwko Polakom przed zamkiem. Takich listów z każdy dniem przybywało i trafiały równie celnie jak polskie kule. Ale Król był dokładnie poinformowany o tym co się działo na Węgrzech, w Czechach i w Niemczech. Przypuszczał, że z tej strony, przynajmniej, nie będzie interwencji wojskowej o większym wymiarze. Natomiast z obozów pod Malborkiem z niepokojem spoglądano w kierunku Inflant.

Pod koniec sierpnia minął trzymiesięczny okres wypowiedzenia wojny Litwie. Ewentualny konflikt zbrojny mógł być groźny dla księstwa litewskiego, to też Witold, ale także król Władysław Jagiełło, w działaniach dyplomatycznych, starali się zapobiec nowemu niebezpieczeństwu. Najprawdopodobniej to zagrożenie było głównym powodem odejścia litewskich hufców spod Malborka i ustępstwa na rzecz Krzyżaków.

Sytuacja polityczno-militarna Polski we wrześniu 1410 r. znacznie się pogorszyła.  Wojska Zakonu Kawalerów Mieczowych w sile 500 koni dotarły z Inflant do Prus.  Zaistniała możliwość walki na kilku frontach pod Malborkiem z siłami oblężonego w zamku Plauena oraz w Prusach, z posiłkami inflanckimi i na południu kraju z interwencją węgierską. Nie pozostawało to bez wpływu na atmosferę i morale w obozach pod Malborkiem, gdzie w dowództwie zarysowały się dwie opcje. Jedni chcieli kontynuować oblężenie, zaś drudzy marzyli o powrocie do domu. Pierwszy hasło do odwrotu dał książe Witold, za co Długosz nie zawahał się oskarżyć go o zdradę. Następnie odstąpili książęta mazowieccy i liczni panowie polscy z Andrzejem Tęczyńskim na czele. Nieznacznie później, 19 września 1410 r. odszedł król Władysław Jagiełło, co niechętny mu Długosz skomentował krytycznie i moralizatorsko ustami Plauena. Zdumiewającej odpowiedzi na zarzuty udzielił, według Długosza, król Władysław Jagiełło mówiąc „…nic nie może się stać bez woli Bożej, który wszystkim opatrznie rządzi”.

Król był politykiem, a nie kaznodzieją, a na pozór spokojną rypostę umyślnie pozostawił w sferze religijnej. Znał przecież przyczyny swojej decyzji, których możemy się tylko domyślać w złożonej sytuacji politycznej Europy, a w szczególności skomplikowanych stosunkach polsko –litewskich.[1]

[1]Haftka M., Wielka Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim 1409-1411. Batalia o Malbork lato 1410 , Muzeum Zamkowe w Malborku, Malbork 2000.

Beata Stawarska

Muzeum Zamkowe w Malborku
Logo Ministerstwo Kultury Dziedzictwa Narodowego i Sportu
Muzeum Historii Polski
Logo Patriotyzm Jutra

Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”

CEiK
UrządUrząd Marszałkowski Warmińsko-Mazurski
Share This
Skip to content